wtorek, 5 marca 2013

Rozdział I

    Pierwszy dzień wakacji. To będzie najpiękniejszy czas na świecie, a tuż po wakacjach  studia... Matura zdana i to nawet bardzo dobrze, więc możemy poszaleć w wakacje. Co prawda do Hiszpanii jadę z porą grupką ludzi. Na szczęście wszyscy zdaliśmy maturę, ale Hiszpania dopiero w drugim tygodniu Sierpnia. A rok studencki zaczyna się w październiku, więc mamy sporo czasu dla Siebie. Leżałam w łóżku zastanawiając się co będę dzisiaj robiła...Może spotkam się z Magdą? Magda to moja przyjaciółka od pamiętnych czasów. A może spędzę dzień z Dawidem. Dawid też jest moim kumplem choć mam nadzieję, że już nie długo i będziemy razem. Ale on najwyraźniej nic do mnie nie czuje szkoda, ale cóż jego wybór.
A może cały dzień spędzę przed tv? Wiem! Wyjdę sobie na dwór i pójdę do parku z Maxem. Max to mój pies. Dokładnie rasy Spaniela. A nie... Mama zabrała go dzisiaj ze sobą do pracy. Bo jest umówiona z treserem. Mama zawsze chciała mieć psa, który będzie dla niej wygrywał konkursy. No cóż trafiło na Maxa. Biedny. Ale jest silny i przeżyje, w końcu mama nie jest taka zła. Nie wiem co będę robić. Zobaczy się później. Mam nadzieję, że nie przesiedzę połowy wakacji w domu.Postanowiłam, że nie będę leżała w łóżku tak długo i wstanę. Poszłam do łazienki umyłam się i poszłam się ubrać. Stanęłam przed szafą i zaczęłam się zastanawiać co mam założyć na siebie. Był poniedziałek i było na prawdę upalnie. Może shorty i t-shirt? Nie...Może nowa sukienka od taty. Tak! To jest to. Bardzo lubiłam rzeczy od taty ponieważ pracuje za granicą. Podróżuje od kraju do kraju i bardzo rzadko bywa w Polsce, a tym bardziej w domu. Dlatego wszystko co jest od taty, darzę szczególną więzią. Założyłam tą sukienkę i postanowiłam, że pójdę do sklepu, po jakieś zimne picie. Miałam ochotę na Frugo. Tak...Zimne Frugo w upalny dzień to dobry pomysł. Wzięłam torebkę włożyłam tam portfel, chusteczki, bez których nigdzie się nie ruszam oraz telefon, założyłam swoje baleriny i wyszłam. Mieszkałam w Warszawie,w bloku na dziesiątym piętrze i musiałam jeździć windą, choć panicznie się jej bałam, ponieważ jak byłam mała winda, którą jechałam zepsuła się i ugrzęzłam sama pomiędzy dwoma piętrami. Spędziłam w tej windzie na prawdę długo, dopiero jak mama wróciła z pracy i zauważyła, że mnie nie ma zostałam uwolniona z windy, a moja niania została zwolniona. Strasznie się cieszyłam, bo nigdy jej nie lubiłam.No cóż, ale nie miałam zamiaru schodzić z dziesiątego piętra w taki upał. Weszłam do windy. Serce zaczęło mi bić szybciej. Zawsze się tak działo, kiedy w niej stawałam. Winda ruszyła. Piętro za piętrem, kiedy winda stanęła. Myślałam, że dostanę zawału. Okazało się, że winda stanęła ponieważ ktoś chciał wejść na dziewiątym piętrze. Jakoś nie pomyślałam, kto to mógł być. Był to Dawid. Normalnie tryskałabym radością, jednak teraz moje serce mało nie stanęło, dlatego nie zwróciłam na Dawida najmniejszej uwagi.
- O hej Natalia. - powiedział Dawid.
- O hej.
- Czy coś się stało?  - zapytał zdziwiony.
- Nie nic...
- Oj mów.
- Po prostu nie lubię jeździć windą i...
-  jak chciałem wejść to pomyślałaś, że winda stanęła?
- Tak.
- Ojej...przepraszam.
- Ale to nie Twoja wina.
- Oj nie martw się. - Dawid objął mnie ramieniem.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się
- A do kogo tak pędzisz? - zaśmiał się
- Do nikogo.
- O to tak jak ja...
- Hehe - lubiłam to poczucie humoru Dawida.
- A tak na prawdę to dokąd idziesz.
- Do sklepu.. - odparłam
- Mogę iść z tobą? - zapytał.
- Jasne. - uśmiechnęłam się.
- Masz zamiar kupować coś specjalnego?
- A miałam ochotę na Frugo.
- O...No dobra to zapraszam Cię na Frugo.
- Skorzystam. - i akurat winda stanęła. Zjechaliśmy na parter. Dawid otworzył przede mną drzwi i wyszliśmy. Pogoda była okropna. Było ciepło, ale aż za gorąco. Założyłam przeciwsłoneczne okulary. Byłam taka szczęśliwa, że noszę szkła kontaktowe. Denerwowały mnie już te okulary... Dochodziliśmy do sklepu. Zostałam na zewnątrz przed ogromnym wiatrakiem. W ogóle nie wiem po co go ktoś tu ustawił, ale cóż bardzo mi to odpowiadało, gdyż było mi chłodno. Dawid poszedł po Frugo. Byłam ciekawa czy będzie pamiętał jaki smak lubię najbardziej. Oczywiście czarny. Dawid wyszedł ze sklepu. Frugo schował za plecami. 
- Oto moje czarne Frugo...i...oto twoje Frugo również czarne.
- Pamiętałeś? - uśmiechnęłam się
- Oczywiście, jak mógłbym nie pamiętać takich rzeczy.
- No ja właśnie nie wiem...- zaśmiałam się.
- To gdzie teraz idziemy? Do parku?
- Możemy iść...
- Ale jak nie chcesz...
- Oj chce - złapałam go za rękę i zaczęłam biec z nim w stronę parku. Znajdował się on niedaleko sklepu, więc szybko dobiegliśmy. Nie zmęczyłam się, ale przez ten upał myślałam, że padnę. Otworzyłam Frugo i złapałam spory łyk. Dawid uczynił to samo. Zaczęliśmy kierować się w stronę centrum parku, w którym była fontanna, nasza fontanna, przynajmniej my tak się nam wydawało, ponieważ właśnie tam się poznaliśmy jak mieliśmy pięć lat. Usiadłam na fontannie i zaczęłam patrzeć się w niebo. Zdjęłam torebkę i położyłam obok, tak samo jak Frugo. Niebo było niesamowicie błękitne. Nagle Dawid pchnął mnie do tyłu, a ja wpadłam do fontanny. Moje włosy były mokre, a cały tusz, który miałam na oczach rozmazał mi się. Miałam ochotę go udusić, ale zamiast tego złapałam go za rękę i wciągnęłam do wody. Przez chwilę nie wynurzał się z wody. Wpadłam w panikę, że uderzył głową o podłoże i stracił przytomność. Odkręciłam się i znowu moja głowa zanurzyła się w wodzie. Szybko wynurzyłam głowę na powierzchnię i złapałam oddech. Zaczęłam kasłać.
- Ojej wszystko ok? - zapytał Dawid. Na prawdę się przeraził.
- Już ok.
- To dobrze. 
- No nie wiem. - złapałam go za ramiona i wepchnęłam pod wodę.
- Ej...- wychylił się na chwilę, po czym znowu wepchnęłam go pod wodę. - myślałem, że już koniec.
- Właśnie ty tak myślałeś. - Tym razem ja poleciałam pod wodę. 
- Dobra już koniec - powiedziałam.
- O nie. - i znowu wylądowałam pod wodą. - o i teraz koniec.
- No na...- zaczęłam kasłać...- nareszcie. - Dawid pomógł mi wyjść z fontanny i usiedliśmy na ławce obok. 
- Wracamy do domu.? - zapytał Dawid
- Nie...posiedźmy tak.
- Dla mnie ok.
- O Boże.!
- Co?
- Moja torebka! - spanikowałam nie wiedziałam gdzie jest. Miałam tam wszystko dokumenty...pieniądze...nowy telefon. O nie..
- Zaraz ją znajdziemy.
- Mam nadzieje. - zaczęliśmy okrążać fontannę wokół szukając mojej torebki. Na szczęści kiedy zostałam wepchnięta do wody nogą pchnęłam torebkę a ona spadła na ziemię. Na prawdę cieszyłam się, że nie spadła do fontanny. 
- O...- powiedział Dawid - Frugo na swoim miejscu.
- Tak...Hehe. Frugo najważniejsze.
- Wracamy. - zapytał - przeziębisz się.
- No dobra. - wstałam i zaczęłam kierować się w stronę mojego, naszego bloku, kiedy zrobiło się ciemno. Zaczęło grzmieć i za chwilę spadł deszcz. Dawid złapał mnie za rękę i pobiegliśmy pod najbliższe drzewo.
- Hehe...- zaśmiałam się
- Co?
- Przecież i tak jesteśmy mokrzy
- A no fakt - zaśmiał się. Spojrzeliśmy na siebie moja torebka swobodnie spadła na ziemię, a ja zbliżyłam się do Dawida. Nasze usta się połączyły co zmieniło się w jeden, długi, namiętny pocałunek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz